noce są najtrudniejsze. gdy wszyscy znajomi już utulili dzieci, przytulili się do swoich partnerów i poszli spać. nie wypada się już odezwać. nie ma z kim iść na nocny spacer.
odświeżam po raz nie wiadomo który tumblra żeby zapełnić czymś myśli. w przeglądarce otwarte 9 zakładek, pomiędzy którymi kursuję. nie mogę spać. nie mogę myśleć.
czuję się ułomna.
czuję się jak wyszczerbiona filiżanka, która ładnie wygląda na półce, ale jest mało przydatna w normalnym życiu. mogę się pokazać. jestem miła w powierzchownym odbiorze. ale w jakimś stopniu straciłam swoją funkcjonalność - umiejętność budowania relacji z ludźmi.
i nie chodzi o to, że jestem singielką. chodzi o to, że nie pamiętam kiedy nią nie byłam. chciałabym, żeby to była sytuacja z wyboru, nie z przymusu. chciałabym mieć przed sobą wybór. chciałabym, żeby poznawanie nowych ludzi nie było dla mnie bodźcem do natychmiastowego podniesienia mentalnej gardy, a czyjeś wyznanie zainteresowania mną powodem do ataku paniki.
chciałabym mieć do kogo się przytulić w nocy.
niedziela, 9 października 2016
wtorek, 27 września 2016
3:08
Jak to jest, że mimo terapii i mimo ogromu pracy nad soba przez 99% czasu nie jestem w stanie wykrzesać z siebie większych emocji, a potem czytam coś w środku nocy, co sprawia, że przez całe ciało przechodzi mnie dreszcz, od żołądka do gardła. I zaczynam płakać. Chcę czegoś i panicznie się tego boję. Łkam w poduszkę i jednocześnie sama na siebie patrzę z boku, zimna i zdystansowana.
To jest trzecia wersja tej krótkiej, nic nie znaczącej (to się pisze razem czy osobno?) notki, a i tak nie mogę się powstrzymać przed autocenzurą.
Muszę sobie wciąż przypominać, że życie nie przypomina fabuły filmowej. Nie ma harmonii, nie ma kulminacji. Nic nie przydarza się tylko dlatego, że na to zasłużyłam.
Ale może jeśli będę tego chciała wystarczająco mocno?
(czytałam dość durnego fanfika, wspaniale napisany romans pomiędzy dwoma znerwicowanymi mężczyznami, którzy chcą być razem mimo wszystkich swoich skumulowanych lęków i złych doświadczeń)
To jest trzecia wersja tej krótkiej, nic nie znaczącej (to się pisze razem czy osobno?) notki, a i tak nie mogę się powstrzymać przed autocenzurą.
Muszę sobie wciąż przypominać, że życie nie przypomina fabuły filmowej. Nie ma harmonii, nie ma kulminacji. Nic nie przydarza się tylko dlatego, że na to zasłużyłam.
Ale może jeśli będę tego chciała wystarczająco mocno?
(czytałam dość durnego fanfika, wspaniale napisany romans pomiędzy dwoma znerwicowanymi mężczyznami, którzy chcą być razem mimo wszystkich swoich skumulowanych lęków i złych doświadczeń)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)