Dla mnie przyznanie przed sobą, że sobie nie radzę i nie poradzę jeśli czegoś nie zrobię było jedną z najtrudniejszych rzeczy jakie zrobiłam. Wychowano mnie w przekonaniu, że z problemami trzeba sobie radzić samodzielnie a jyz na pewno nie chodzi się z nimi do obcych ludzi.
Kiedy już zbierzesz się na telefon, czekają cię miesiące czekania na wizytę. Miesiące. Terminy na pierwszą wizytę rezerwuje się z trzymiesięcznym wyprzedzeniem. Ile ludzi stchórzy po drodze?
W poradni od progu witają cię różnej maści ogłoszenia. Telefony zaufania. Terapia grupowa. Grupy wsparcia dla osób z rodzin patologicznych. Dla uzależnionych. Dla ofiar przemocy. Dla DDA. Dla osób starszych. Dla borykających się ze śmiertelnymi chorobami.
Nie należę do żadnej z tych grup. W głowie znowu pojawia się ta mrożąca krew myśl "są dużo poważniejsze problemy niż twoje a ty będziesz zawracać komuś głowę".
Na koniec ten najważniejszy krok. Jak odpowiedzieć na to pytanie które musi paść, "Co się dzieje?"
Jestem nieszczęśliwa. Nie wiem co robić. Ale wiem, że chcę o siebie walczyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz